Czy stolica zostanie tylko z jednym lotniskiem? Utknęły przygotowania do budowy zapasowego w Modlinie, a nowy centralny port między Warszawą a Łodzią może się okazać niepotrzebny i nieopłacalny.
- Nasz rząd jako pierwszy stawia pytanie: czy jest na niego miejsce, gdy rozwijają się lotniska regionalne. To decyzja obarczona kilkunastoma miliardami złotych, bo tyle kosztowałoby zbudowanie nowego portu od podstaw - ogłosił w czwartek w nowym terminalu na warszawskim Okęciu minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Sam przedstawia się jako "wielki entuzjasta" tej inwestycji, ale niekoniecznie za pieniądze z budżetu państwa. "Gazecie" powiedział, że w grę wchodziłoby partnerstwo prywatno-państwowe.
Gdyby jednak nowe lotnisko miał budować prywatny inwestor, musiałby mieć pewność, że to opłacalny interes. Ten dylemat powinna rozstrzygnąć ekspertyza, którą zamawia właśnie resort infrastruktury. Chce ją przygotować siedem firm, które w czwartek stanęły do
przetargu. Pieniądze na to da Unia Europejska. - To niespotykane dotąd w Polsce badania. Chcemy się dowiedzieć, jak będzie się zmieniał nasz rynek lotniczy do 2035 r. - mówi wiceminister infrastruktury Tadeusz Jarmuziewicz. Odpowiedź na pytanie, czy nowe lotnisko jest potrzebne, poznamy w połowie przyszłego roku. - My tego nie wiemy, niech rozstrzygną analitycy. Potem będziemy się ewentualnie zastanawiać nad lokalizacją - planuje minister Jarmuziewicz.
Taką zmianę w podejściu rządu chwali Sławomir Monkiewicz z Biura Planowania Rozwoju Warszawy, bo najnowsze dane wskazują, że wzrost liczby pasażerów na polskich lotniskach słabnie. Przypomina, że do tej pory dyskusja o nowym centralnym porcie, który miałby pełnić rolę tranzytową między Europą a Azją, sprowadzała się tylko do miejsca jego budowy między Warszawą a Łodzią. Zamawiane w ostatnich latach analizy wskazywały najczęściej okolice Mszczonowa. Mało kto zastanawiał się jednak, czy pasażerowie będą tam chcieli dojeżdżać - to ponad 50 km od centrum stolicy. W dodatku z Poznania czy Wrocławia łatwiej się dziś dostać na lotnisko w Berlinie.
A co z portem w Modlinie, który miał pełnić rolę zapasowego dla Warszawy? - Mamy problem z protestami ekologów, ale o termin otwarcia w 2012 r. byłbym raczej spokojny - odpowiada minister Jarmuziewicz. Jednak podobny spokój zachowywali jego poprzednicy, a lotniska w Modlinie jak nie było, tak nie ma.
Szef Portów Lotniczych Michał Marzec przekonywał w czwartek, że jeszcze długo Warszawie może wystarczyć
Okęcie. I to bez konieczności budowy nowego pasa startowego. Jego zdaniem trzeba tylko zmodernizować drogi kołowania i usprawnić procedury startów i lądowań. Wtedy warszawski port mógłby odprawiać nawet 20-25 mln pasażerów rocznie (dziś ich liczba zbliża się do 10 mln). Dyrektor Marzec podał przykład podlondyńskiego lotniska Gatwick z jednym pasem startowym, przez które przewija się jeszcze więcej osób.
- Mamy wyraźną wizję rozwoju Okęcia - ogłosił, przedstawiając wreszcie harmonogram dokończenia budowy nowego terminalu. Inwestycja stanęła pod znakiem zapytania, gdy rok temu z budowy wyrzucono jej wykonawcę. Zimą udało się oddać nową halę odlotów z 28 rękawami. Teraz Porty Lotnicze chcą ogłosić
przetarg na wymianę zniszczonego fragmentu płyty, na której stoją samoloty. W połowie roku mamy poznać wykonawcę południowego i środkowego pirsu, którymi pasażerowie po odprawie będą iść do rękawów prowadzących do samolotów. Ta część terminala powinna być otwarta pod koniec 2010 r. Kolejne dwa lata zajmie
remont starego dworca i jego zintegrowanie z nowym. W tym czasie Porty Lotnicze chcą też postawić nowy hotel nad parkingiem przed terminalem 2 i biurowiec w miejscu dzisiejszego komisariatu policji. Wszystko ma być gotowe na przyjęcie "w wysokim komforcie" kibiców przylatujących do Warszawy na mecze
Euro 2012. Koszt inwestycji wyniesie 1,2 mld zł. Porty Lotnicze liczą na unijne dotacje, kredyty i pieniądze z emisji obligacji.